Bolesny proces starzenia

Pamiętacie ten okropny moment, w którym po raz pierwszy poczuliście się naprawdę staro? Kiedy zdaliście sobie sprawę, że może nie jesteście już tacy młodzi, jak się wam wydawało? Że może, o zgrozo!, jesteście dorośli? Mnie ta okropna myśl dopadła po raz pierwszy, gdy dzieci sąsiadów zaczęły mi mówić „dzień dobry”. Uderzyło mnie to ponownie, gdy ludzie zaczęli się zwracać do mnie per Pani, a już czarę goryczy przelało to, co spotkało mnie przy wyszukiwaniu materiałów do dzisiejszego postu. Do tych nieprzyjemnych aspektów starzenia się należy bowiem niestety również niemożność zrozumienia, o czym właściwie mówi ta „dzisiejsza młodzież”. Śledząc na potrzeby tego bloga najnowsze trendy w młodzieżowym slangu, nie przypuszczałam nawet, że tak bardzo się już postarzałam. Od czasu, sama kończyłam liceum wcale nie minęło tak dużo czasu, a przeglądając słownik slangu w internecie nie byłam w stanie rozszyfrować niektórych haseł bez pomocy objaśnień. Ale wracając do sedna, bo tak właściwie to chciałam pisać o anglicyzmach w mowie polskich nastolatków. Tu jako studentka anglistyki ze zrozumieniem nie miałam problemów, ale sposób i częstotliwość używania angielskich słów przez polską młodzież wcale mi się nie podoba (narzekam już zupełnie jak stara baba ). W języku polskim wszystko się tak ładnie odmienia, więc angielskie nabytki również podlegają rozmaitym przemianom, które rzadko wychodzą im na dobre. Nie wspominając już o spolszczaniu pisowni. Powstają potem takie potworki jak: guglować, hery, lukać, fon, apdejt, debeściak czy fristajl, które nierzadko są trudne do rozszyfrowania bez angielskich odpowiedników. Przynajmniej dla mnie, 24-letniej przedstawicielki „starego pokolenia” . Okazuje się jednak, że jest to bardzo obszerny temat, na którego ciąg dalszy zapraszam za tydzień. Czekam również na wasze wypowiedzi, odczucia, komentarze związane (lub nie) z tą kwestią.

You might also like:

  • Sorry, but we couldn't find anything useful.