Grzane piwo, herbatka z prądem i krupnik

Zimno, pada śnieg, za oknem zawierucha… czego człowiekowi potrzeba w takiej chwili? Piwa, rzecz jasna! To, co wielu obcokrajowcom może wydawać się dziwne, staje się jasne (jak piwo), kiedy sprecyzujemy, że chodzi o grzane piwo. Grzane wino to napój znany (w licznych odmianach) w wielu krajach. O grzanym piwie większość moich zagranicznych znajomych po raz pierwszy usłyszała ode mnie.

Podobnie jak w przypadku grzanego wina, istnieje prawdopodobnie tyle przepisów na grzane piwo, co jego amatorów. Niektóre przepisy doradzają użycie jasnego piwa, inne preferują ciemne piwo. Niektórzy proponują dodanie jajka lub żółtka, inni z obrzydzeniem odrzucają tą propozycję i sugerują zastąpienie jajka mocnym, słodkim alkoholem, np. Żołądkową Gorzką. Ogólnie jednak grzane piwo przygotowuje się w sposób bardzo podobny do grzanego wina. Podgrzewa się więc piwo (nigdy nie doprowadzając do wrzenia!) z przeróżnymi przyprawami takimi jak cynamon, goździk, imbir itp. oraz plastrami pomarańczy i/lub cytryny, a także cukrem trzcinowym lub płynnym miodem. Proporcje poszczególnych składników zależą od osobistych preferencji. Grzane piwo serwuje się w Polsce również praktycznie w każdym pubie lub innym miejscu, gdzie podawane jest zwykłe piwo. Niezaprzeczalnym minusem grzanego piwa jest moim zdaniem fakt, że gdy pije się je z półlitrowego kufla, zanim dopije się do końca zdąży wystygnąć. A zimne grzane piwo nie jest dobre.

Innym zimowym napojem, popularnym szczególnie wśród narciarzy jest oczywiście herbata z rumem, zwana również herbatką z prądem. Czy może być coś lepszego na rozgrzanie po dniu spędzonym na stoku niż taki eliksir w jakiejś przytulnej chatce z widokiem na góry?

Moim faworytem na zimę jest i pozostaje jednak Krupnik. Nie trzeba nic gotować, nic mieszać lub podgrzewać, wystarczy nalać do kieliszka i już można rozkoszować się niepowtarzalnym smakiem jednego z nielicznych tak mocnych alkoholi, które można z przyjemnością pić małymi łyczkami, a nie wychylać do dna za jednym zamachem. Krupnik pozostawia w ustach słodki smak miodu a we wnętrzu uczucie przyjemnego rozgrzania. Swoją „miłością” do tego likieru zaraziłam już wielu zagranicznych znajomych i za każdym razem, gdy jadę do Polski mam zamówienia na więcej. Musze jednak przyznać, że w lecie Krupnik mi nie smakuje, dla mnie to typowo zimowy napój idealny na długie mroźne i ciemne wieczory.

[English]

You might also like: