Naród wędrowny

Jakie jest drugie z kolei największe pod względem ludności polskie miasto? Chicago!* Od dawna wiem, że poza granicami kraju żyje mnośtwo Polaków, ale nie zdawałam sobie sprawy, że oficjalnie liczby są aż tak wysokie. Według szacunkowych danych na świecie żyje 21 milinów Polaków lub ludzi polskiego pochodzenia. W porównaniu z zaledwie 38 milionami mieszkańców Polski, liczba ta wydaje się jeszcze bardziej imponująca. Polska to taki dziwny kraj z największą liczbą emigrantów, a jednym z najniższych wskaźników imigrantów w Europie. Czy naprawdę nikt nie chce w naszym pięknym kraju mieszkać?

Historia polskich emigracji jest długa i swymi korzeniami sięga co najmniej Wielkiej Emigracji po nieudanych powstaniach w XIX wieku, gdy Polska była pod zaborami, potem przyszedł czas na pierwsze emigracje zarobkowe, zawirowania wojenne również przyczyniły się do wzrostu liczby emigrantów, po wojnie wyjechało wiele ofiar komunistycznego reżimu. Przyczyny wyjazdów były i są różne, ale można chyba śmiało powiedzieć, że większość wyjeżdżających została do tego kroku w jakiś sposób zmuszona przez sytuację ekonomiczną, bądź polityczną w Polsce. Nie jest więc tak, że wszyscy opuszczają nasz kraj dobrowolnie, bo im się w Polsce nie podoba. Oczywiście są i tacy, ale większość wybierała Zachód ze względu na lepsze warunki życiowe, część w ogóle wyboru nie miała. Można się kłócić, czy te warunki za granicą są faktycznie tak znacząco lepsze, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, czy aby nasze wieczne niezadowolenie z sytuacji w Polsce nie wynika czasem z naszej narodowej skłonności do narzekania, cokolwiek by się działo. Masowe powroty na Święta pokazują zresztą najlepiej, że tak naprawdę emigranci za Polską zwykle bardzo tęsknią.

Z osobistych obserwacji wiem, że warunki, w jakich żyją Polacy na emigracji rzadko są tak fantastyczne, jak wyobrażają to sobie przed wyjazdem. Bo niby mają pracę, niby zarabiają, niby ich na wszystko stać, ale tego nie kupią, bo przecież odkładają każdy grosz na dom w Polsce, na rozkręcenie w ojczyźnie własnego biznesu. I tak gnieżdżą się w ciasnych mieszkaniach, kiszą we własnym sosie w warunkach, które w wielu przypadkach nie są lepsze, a czasem są wręcz gorsze niż te, które mieli w Polsce. I tylko na wódeczkę i browara zawsze starcza pieniędzy…

Podczas moich 2 z rzędu wakacji spędzonych na saksach w Szkocji miałam okazję zakosztować trochę takiego życia na emigracji i wiem, że choć tego typu generalizacje są w gruncie rzeczy zwykle krzywdzące, jest w nich i ziarenko prawdy. Z fascynacją obserwowałam też postępującą „polonizację” szkockiej stolicy. W pierwszym roku byli tam głównie sami mężczyźni, sporo studentów, a już rok później niemalże co druga grupa ludzi mijanych na ulicy mówiła po polsku. I tym razem były to zwykle już całe rodziny z dziećmi. Jak grzyby po deszczu wyrosło kilkanaście polskich sklepów i restauracji, Polacy zadomowili się na dobre.

Ostatnio pojawiły się dyskusje, czy w obliczu kryzysu finansowego i stosunkowo dobrej sytuacji ekonomicznej w Polsce, emigranci zaczną masowo wracać. Wiadomo na pewno, że masowe wyjazdy już się skończyły, część osób już wróciła, część wróci wkrótce lub później, część zasymilowała się i zostanie. Niektórzy wrócą z tarczą, inni na tarczy, ponieważ emigracja ma zawsze wiele twarzy. Dokładnie tyle, ile osób, które wyjechały. I z każdą taką osobą wiąże się osobna historia…
A dla wszystkich, którzy rozumieją niemiecki, bardzo fajny fragment wypowiedzi najsłynniejszego niemieckiego „gastarbeitera” w Polsce, ku pokrzepieniu serc, niektórzy dobrowolnie wybierają Polskę na swoją ojczyznę:

*Warszawa: 1,7 mln mieszkańców, w Chicago mieszka 1,5 mln Polaków.

You might also like: