Słów kilka o nauce języków obcych w Polsce

[English]

Czy macie też czasem wrażenie, że nie ma już w Polsce człowieka, który nie uczyłby się języków obcych? Dominuje wśród nich oczywiście angielski, ale wiele osób wybiera teraz również bardziej egzotyczne języki.

Z nauką języków obcych w Polsce miałam do czynienia sporo, zarówno jako ucząca się, jak również jako ucząca innych i muszę powiedzieć, że różnie to wygląda. Przede wszystkim uważam, że zaczęłam się uczyć języków obcych za późno. Wiem, że teraz jest to już na szczęście powoli zmieniane, ale rozpoczynanie nauki języków dopiero w piątej klasie (czyli w wieku ok. 12 lat) oznacza pozostawanie w tyle w porównaniu z innymi krajami Europy. Druga rzecz, która mi się w polskiej szkole nie podobała, to straszliwe przywiązanie do programów, które przewidują przede wszystkim naukę sztywnych zasad gramatycznych. Wiadomo, bez takich podstaw ciężko marzyć o tym, że uczniowie będą ładnie mówić, ale moim zdaniem do tego mówienia właśnie trzeba ich bardziej motywować (żeby nie użyć tu mocniejszego słowa: zmuszać). Jak to jest, że mając w liceum 5 godzin niemieckiego w tygodniu, większość moich kolegów spędzała kolejne długie godziny na kursach w szkołach językowych po lekcjach, żeby się tego języka naprawdę nauczyć? Czy naprawdę potrafimy się przykładać tylko do czegoś, za co słono płacimy?

Z drugiej strony jako „nauczycielka” wiem, że zdarzają się takie przypadki, że każdy pedagogiczny wysiłek spełznie na niczym, a każdą lekcję można rozpoczynać od powtórki odmiany czasownika „to be”, trochę tak jak to jest świetnie przedstawione w filmie „Dzień Świra”. Coraz częstszym zjawiskiem jest jednak, co mnie bardzo cieszy i mi się podoba, że nawet bardzo „dorosłe” już osoby rozpoczynają naukę języków, często od podstaw. Pewnie, że nauka nie przychodzi już z taką łatwością, tym bardziej trzeba podziwiać zapał i zaangażowanie. Takie osoby należały zawsze do moich ulubionych „uczniów” i bardzo mi się podobało to, że nie muszę ich uciszać i motywować, jak to często jest w przypadku dzieci i młodzieży, zmuszanych do nauki języków przez rodziców.

W dzisiejszych czasach ciężko sobie poradzić bez znajomości języków obcych. Trudno znaleźć pracę, nie mając w CV angielskiego na przynajmniej średniozaawansowanym poziomie (choć jak już niejednokrotnie różni dziennikarze udowadniali, nie trzeba wcale znać języków by zajmować się w polskim Sejmie sprawami zagranicznymi…) i nie da się pogadać ze znajomymi z zagranicy. Ale czy naprawdę każdy musi te języki znać? Często okazuje się, że w tej pracy język obcy wcale nie jest potrzebny i używany, a zagranicznych znajomych też nie wszyscy mają (zresztą można się przecież zaprzyjaźnić z cudzoziemcami, którzy mówią po polsku :)). Co więc pcha tak wielu ludzi do nauki? Jakie jeszcze mogą być tego przyczyny? Co Wy na ten temat sądzicie? Czekam na odzew! Pozdrowienia!

You might also like: